piątek, 11 marca 2016

Trudny temat

Depresja to trudny temat. Jednak dotyczy on coraz większej liczby ludzi.
Jakiś czas temu pojawił się w sieci, bardzo dobrze obrazujący to zjawisko, film. Nagrała go Polka - nasza Kasia Napiórkowska, którą znam od odcinków z gameplayami. Mnie osobiście ten temat nie dotyczy, ale podejrzewam, że jest ciężko. Szczególnie jak otoczenie jedyne co ma wam do zaoferowania, to tekst w stylu: będzie dobrze, albo ogarnij się.
Kasia nakręciła ten krótki filmik w języku angielskim (świetny akcent!), by dotarł do szerszej widowni. Jednak umieściła w nim, także napisy po polsku, więc każdy bez obaw, zrozumie cały przekaz.
Zobaczcie:


GoT sezon 6

Z niecierpliwością czekam na kolejny sezon serialu, który bardzo mnie wciągnął. Grę o Tron zaczęłam oglądać w sumie przez znajomych. To oni pewnego razu non stop trajkotali o tym serialu. O ile dobrze pamiętam, to nie widziałam pierwszego odcinka, więc nadrobiłam go w sieci. Jednak już od drugiego, jestem wiernym widzem.

Aromatyczna oliwa

Oliwę o danym zapachu i smaku, od dawna robię sama. Wiem, że można kupić je gotowe, w sklepie. Jednak co własnoręcznie zrobione, to bardziej cieszy.
Przepisu nie będę tu podawać, bo jest zbyt banalny. Bierzemy po prostu ulubione przyprawy, zaopatrujemy się w ładne buteleczki, do których wsadzamy zioła i zalewamy wszystko ciepłą oliwą z oliwek lub olejem rzepakowym. Ważne jest to, by na początku najlepiej schować oliwy z dala od promieni słonecznych.


Wariacji jest wiele. Możemy trzymać się tylko jednej linii smakowej, a możemy połączyć również kilka przypraw i stworzyć własną kompozycję. Ja najczęściej robię oliwę z cytryną i bazylią. Albo samą czosnkową. Mam też w swojej spiżarence egzemplarz z jałowcem i rozmarynem, jedną z ostrym chilli oraz oliwę aromatyzowaną estragonem i szałwią. Fakt, faktem, że są one mniej używane w mojej kuchni, jednak nie wyobrażam sobie, by mogło by ich zabraknąć. Wykorzystuje je do makaronów i innych dań włoskich oraz do mięsiw różnego typu. Spróbujcie!

Mały wielki - pogromca bakterii

Jest takie małe coś, co od paru lat, mam zawsze w swojej torebce. A tym małym cudem jest żel antybakteryjny. Do użycia którego, nie potrzebna jest nam woda. Odkażacz ten sprowadzałam już ze Stanów, jak jeszcze u nas nie był dostępny. Bo tak, szczerze mówiąc, zachwyciły mnie te kompozycje zapachowe oraz cudaśne opakowania.
Na początku myślałam, że taki żel starczy mi na parę razy, bo pojemność nie powala (od 30 do 50 ml). Jednak są one bardzo wydajne i wystarcza mała kropelka, wielkości zielonego groszku, by odkazić całe dłonie.


Obecnie większość firm kosmetycznych ma w swojej ofercie żele antybakteryjne. Ja najbardziej lubię te z B&BW oraz z The Body Shopu. Polskie firmy, z tego co się zorientowałam, to przeważnie robią je bezzapachowe lub z aromatem mocnego alkoholu ;) Dlatego jeśli tylko mogę wybieram zagraniczne marki (niestety), bo po nich ręce pachną mi np. ciepłą szarlotką z lodami waniliowymi.